Giant Revolt: krótka i subiektywna recenzja…

uwaga spojler – udanego modelu :)

Rower użytkuję od 2 lat (około 6000 przejechanych kilometrów – w użyciu kilka rowerów), więc mam już pewną orientację co do właściwości tego sprzętu.

Na pewno wciąż aktualne pozostają wrażenia z jazdy testowej po szutrowej drodze w pobliżu sklepu MC Sport ;)  Rower jest zwinny i szybki, a jednocześnie stabilny – kąty ramy podobne są do tych z maszyny XC; no może takiej sprzed trendu wypłaszczania kąta główki.

W każdym razie przesiadka z modelu szosa/endurance Giant Defy, który wcześniej ujeżdżałem, była mocnym przeskokiem w stronę pełnej uniwersalności, czyli prawdziwej wolności i radości z jazdy.

A ponieważ zdecydowanie bliżej mi do typu łazika niż szosowca jeszcze dodatkowo „uterenowiłem” swój pojazd.

Giant Revolt: personalizacja

Szeroka kiera Ritchey VentureMax (460 mm vs 440 mm w modelu fabrycznym Giant xr D-fuse) z dużo większą flarą i grubą owijką Fizik Terra, zwiększyła komfort jazdy, ponieważ widelec jest dość sztywny i w trudnym terenie potrafi przenosić sporo drgań na ręce i głowę. Kiera ułatwia też sterowanie w dolnym chwycie dzięki płytszemu gięciu.

Do tego mocne koła z szerokimi obręczami (25 mm wewnątrz, które z powodzeniem użytkowałem w poprzednim rowerze górskim, jeszcze bez boost) i oponami 43 mm. Gdy je zakładałem w 2019 ich szerokość i pancerność wydawała się lekką przesadą. Jednak czas pokazał, że trendy idą dokładnie w tę stronę. Zresztą walory jezdne przekonały mnie szybko, że jest to właściwy kierunek i początkowy eksperyment przerodził się w stałe użytkowanie. Ramę okleiłem w newralgicznych miejscach folią All Mountain Style, co zabezpiecza ją przed przetarciami od sakw i innych uszkodzeń. Tunning optyczny gratis :)

Tutaj należy wspomnieć, że dolna rura ramy w modelu Giant Revolt jest fabrycznie solidnie zabezpieczona grubą gumową osłoną, podobnie jak rurka łańcuchowa.

Jednocześnie fabryczne opony Giant CrossCut Gravel 1, 700x40 są świetne, wypadają bardzo podobnie do kultowych Panaracer Gravelking, które obecnie mam założone. Balon jest duży (42 mm, tylko o 1 mm mniej od Panarecerów), waga 470g, również identyczna. Opony dobrze trzymają, może odrobinę ciężej się toczą od swoich japońskich odpowiedników, ale gdyby nie względy estetyczne, pewnie w ogóle bym ich nie zmienił. Są oczywiście bezdętkowe (bez tego rower traciłby dużo na amortyzacji i trakcji), a miłą niespodzianką było zalanie ich mlekiem już w sklepie, dzięki czemu wyruszyłem w dziewiczy rejs, nie obawiając sie kapcia.

Pierwsza przejażdżka ujawniła też wyraźne podniesienie efektywności napędzania, a to głównie za sprawą sztywnych osi 12 mm. Giant Defy miał jeszcze osie QR i pomimo karbonowej ramy nie może się równać z Revoltem pod względem błyskawicznego przeniesienia mocy i precyzji sterowania.

 Po przeróbkach rower doskonale sprawuje się w terenie: po piachu i małych kamieniach można grzać pełnym piecem. Na lekko Giant Revolt sprawia wrażenie SUV-a – twarde zawieszenie w ograniczonym stopniu filtruje nierówności, a lekkość maszyny zachęca do ciągłego dokręcania i testowania trudnych linii przejazdu.

Codzienna jazda Giant Revolt

Po dociążeniu sakwami właściwości amortyzujące ramy i carbonowej sztycy o trójkątnym przekroju ulegają zwiększeniu (ważę 73 kg), a szerokie opony pozwalają pokonać nawet mocno piaszczyste odcinki trasy. Hamulce z tarczami 160 mm oferują wystarczającą siłę nawet z dodatkowymi kilogramami do zatrzymania. Klamki można wygodnie obsłużyć w dolnym chwycie.

Do tej pory oprócz codziennych dojazdów do pracy i włóczęgi po Puszczy Kampinoskiej, czy nadwiślańskich piachach udało mi się odbyć dwie kilkudniowe wyprawy – po pojezierzu Drawskim oraz Biebrzańskim PN i Puszczy Augustowskiej. Rower sprawował się doskonale.

Ponieważ dłuższy urlop spędzam już od lat w górach z rowerem MTB, nie udało mi się dotychczas wybrać na 2-3 tygodniową prawdziwą wyrypę (najchętniej po Skandynawii). Ale ponieważ na kilka dni i tak trzeba zabrać ze sobą namiot, śpiwór, palnik i inne drobiazgi, ilość sprzętu nie będzie zasadniczo odbiegać od tego, co miałem już okazję wozić przymocowane do tego roweru. Jestem pewien, że sprawdzi się on równie dobrze na dowolnej długości trasie.

Napęd 1X11 jest dla mnie optymalny: zapewnia lekkość, prostotę i wystarczającą liczbę przełożeń. Pewien problem mam tylko z manetką Sram Apex, która posiada jeden cyngiel. W zależności od tego, jak głęboko go wciśniemy, następuje multiplikacja albo redukcja. Niestety do tej pory zdarzają mi się pomyłki, wiec nie nazwałbym zmiany biegów w tym przypadku „intuicyjną”. Obecny model jest wyposażony w grupę Shimano GRX, więc cyngle są dwa i problem zniknął :)

Sram oferuje jednak większą rozpiętość przełożeń: kaseta 10 – 42 vs 11 – 42 w Shimano.

Podsumowując:

Giant Revolt to bardzo udana konstrukcja, która łączy ogromną uniwersalność z niebanalnym designem i wysoką jakością wykonania. Dożywotnia gwarancja na ramę dobitnie o tym świadczy.

Jeżeli szukasz jednego roweru „do wszystkiego”, to zdecydowanie warto rozważyć jego zakup.

Osobiście zastanawiam się nad wzięciem drugiego kompletu kół, najchętniej karbonowych, który znacznie podniósłby szybkość przelotową na łatwiejszych odcinkach, a i w terenie wspomoże na podjazdach i nie tylko. Giant wypuścił ostatnio model CXR 2 idealnie pasujący do tego roweru. Posiada on równie szerokie obręcze jak te używane przeze mnie obecnie, ale o znacznie wyższym stożku, co wydatnie polepsza aerodynamikę, a tym samym prędkość. Niestety taka opcja jest sensowna tylko w carbonie, który zapewnia lekkość masywnych obręczy, ale jak wiadomo, znacznie podwyższa też cenę.

Zaczynam więc odkładać na nowe koła.

Do zobaczenia na szlaku :)

 

Borys – na rowerze już od 40 lat, początkowa potrzeba przemieszczania się została na kilkanaście sezonów zastąpiona chęcią rywalizacji w maratonach I XC. Obecnie powrót do dalekich wypraw i backpackingu, a także wkroczenie na pole jazdy bardziej hardcore'owej w stylu trawl, czy lekkiego enduro.