Waluta
Język

Blog

Bikepacking, nowy sposób na eksploracje

Bikepacking – po co to komu?

Czy czułeś kiedyś nieposkromioną wolność – tylko Ty (i ewentualnie Twoi kumple/kumpele), szlak i rower?
Ogólny zarys marszruty jest oczywiście w głowie, ale ile przygód może zdarzyć się po drodze? Zawsze przecież można zboczyć z trasy gdy przypadkiem odkrywa się jakąś perełkę albo po prostu przychodzi nam ochota na kąpiel w jeziorze czy zbadanie świetnej ścieżki ginącej w zieleni.
W moim mniemaniu to najwspanialsze uczucie i moja prywatna definicja włóczęgi rowerowej. Nic nie stoi na przeszkodzie aby bardzo dokładnie planować trasę, rezerwować noclegi po drodze i nie ominąć żadnej atrakcji ale osobiście wolę namiot i tę właśnie wolność wyboru – nocuję gdzie chcę, jeżeli mam kaprys jechać dalej w nocy to to robię. Super uczuciem jest przecież obudzić się w kompletnie nowym miejscu.
Chociaż przyznaję, że szukanie noclegu po ciemku, nawet z dobrą lampką, bywa problematyczne.
No i oczywiście na ogromny plus zaliczam to, że jedziemy przed siebie, nie trzeba robić żadnej pętli. Optymalnym rozwiązaniem, które kilkukrotnie praktykowałem jest dojazd pociągiem w ciekawą okolicę, kilkudniowy trip i powrót z innego miejsca pociągiem. Jednak aby osiągnąć to „stadium przepływu” należy odpowiednio się przygotować.

Mój pierwszy raz na wyprawie – jak to zrobić?


Rower musi być oczywiście sprawny (sprawdzamy stan zużycia łańcucha, klocków hamulcowych, opon itd.) i wcześniej przez nas objeżdżony – nie polecam wypuszczania się na kilkudniową (czy dłuższą) wyprawę na nowym rowerze gdzie nasza pozycja niekoniecznie będzie właściwie ustalona, siodło może okazać się źle dobrane a chwyty będą twarde i niewygodne. Każda z tych pozornie niewielkich niewygód, na którą nie zwrócimy uwagi podczas krótkiej przejażdżki, może okazać się katastrofalna w przypadku wielogodzinnej jazdy przez kilka/kilkanaście dni pod rząd. Obtarta pachwina czy bolące kolano urasta wtedy do rangi poważnego problemu.


Tutaj na pewno pomógłby bike fitting, który polecam niezależnie od stopnia zaawansowania w kolarskiej pasji i ceny jaką zapłaciliśmy za rower, który jedynie odpowiednio dobrany i ustawiony pod uzytkownika gwarantuje komfort jazdy. Swoją drogą bardzo pozytywnie wspominam jedną ze swoich pierwszych wypraw (ech to już 20 lat mineło), którą pojechałem na stalowym sztywniaku złożonym na szybko z podarowanych przez kolegę części po kradzieży aluminiowego górala, Gianta ATX 970. Stal doskonale tłumiła drgania, brak amora okazał się nieistotny a ciężar nie przeszkadzał w pokonywaniu pofalowanego terenu pojezierza Drawskiego. Liczyła się zajawka.
Złapałem wtedy bakcyla dłuższych rowerowych wypraw, który trwa do dzisiaj.
Oczywiście czasy się zmieniają, technika idzie do przodu i przyznaję, ciężko mi się powstrzymać przed zakupem kolejnych gadżetów ułatwiających życie w siodle czy wręcz zupełnie nowego pojazdu, tak aby np. wziąć udział w gravelowej rewolucji.
Ale jak już wspomniałem – najnowszy, drogi rower nie jest konieczny – podstawa to głód przygody i trochę wolnego czasu i gotówki.

Bikepacking co zabrać?

Co zabrać na dłuższą wycieczkę? Ponieważ w założeniu przebywać będziemy w miejscach ze słabym dostępem do sklepów czy serwisów rowerowych należy się solidnie przygotować.

Niezbędne akcesoria rowerowe przy bikepackingu

  • co najmniej 2 zapasowe dętki (również w przypadku opon zalanych mlekiem na wypadek większej ich awarii)
  • pompkę
  • sprawdzony multitool
  • zapasowy hak do ramy
  • łyżki do opon i trochę uszczelniacza
  • smar do łańcucha
  • koniecznie coś na wodę – najlepiej sprawdzą się bidony albo camelbak.

Oprócz wymienionych niezbędnych narzędzi do serwisowania roweru w podróży kolejną grupą jest wyposażenie mające zapewnić nam komfort i możliwie niezależne biwakowanie w terenie.

Jak spać z rowerem w lesie?

Po pierwsze nocleg – na pierwszym miejscu wymieniłbym namiot, możliwie najmniejszy i najlżejszy model. Jeżeli podróżujemy w kilka osób można rozdzielić pomiędzy siebie poszczególne jego elementy co zmniejszy ciężar bagażu. Ciekawe opcje na ciepłą porę roku to lekka płachta biwakowa czyli tarp albo wręcz sam pokrowiec na śpiwór - bivy bag. To ostatnie rozwiązanie pozwoli nam zmniejszyć ciężar ekwipunku o co najmniej 1,5 kg (w zależności od modelu namiotu który zostanie w domu) ale kosztem zdecydowanie mniejszej ochrony przed deszczem czy owadami.

Ponadto w podróży na pewno potrzebować będziemy takich podstaw jak:

  • Mata do spania zapewnia niezbędny komfort i izolację termiczną. Zawsze staramy się wybrać jak najlżejsze modele, latem będzie to łatwe, jesienią i wiosną można pokusić się o zabranie cienkiego śpiwora puchowego który zapewnia najlepszy stosunek masa/ciepło i matę z dodatkową warstwą izolacji która uchroni nas przed dyskomfortem spowodowanym zimnym podłożem. Dobrze zabrać też jedną warstwę bielizny z wełny merino, niezależnie od pory roku, która doskonale ogrzewa i może być dobrym uzupełnieniem nieco cieńszego śpiwora a którą zawsze możemy włożyć na siebie w przypadku załamania pogody. Grubego śpiwora już na siebie w czasie jazdy nie założymy.
  • Śpiwór - tutaj nie musimy sie silić na uzasadnienia.

Kolejnym must – have jest w mojej opinii mały palnik gazowy i metalowy kubek do gotowania, w wersji premium zrobiony z lekkiego tytanu, podobnie jak sztućce. Pozwoli nam to zjeść ciepłego liofa czy musli na śniadanie oraz napić się kawy, wszystko to z widokiem na gwiazdy/las/góry albo wszystko na raz, w zależności od tego gdzie przyjdzie nam ochota na biwak.
Tutaj dodam jeszcze z kronikarskiego obowiązku, że niestety obozowanie na dziko jest obecnie niedozwolone w RP na terenach Lasów Państwowych. Możemy biwakować w miejscach uprzednio do tego wyznaczonych w ramach programu „Zanocuj w lesie” po uprzednim zgłoszeniu takowej chęci (i uzyskaniu potwierdzenia zwrotnego) do odpowiedniego dla danego obszaru nadleśnictwa. Po szczegóły odsyłam na stronę LP.

Jak byc ekologicznym podczas bikepackingu?

Oczywiście absolutną koniecznością jest w mojej opinii stosowanie się do zasady "Leave No Trace", bez względu czy biwakujemy w miejscu wyznaczonym czy kompletnie na dziko. Chodzi o to, że nie pozostawiamy po sobie żadnych śmieci, nie niszczymy ściółki, nie palimy ognia itd. Od siebie dodałbym również zachowywanie się możliwie cicho - w lesie jesteśmy tylko gośćmi, a dla większości zwierzyny wręcz intruzami!

Bikepacking, co zabrać?

Wytrawni bikepackerzy stawiają na minimalizm. Ogólnie nie polecam zabierania ze sobą dużej ilości rzeczy gdyż często okazują się one zbędne (warto to dokładnie przemyśleć wcześniej) a z pewnością objuczony do granic rower potrafi zmniejszyć nasze dzienne przebiegi i ograniczyć przyjemność z jazdy. Poza tym na wyprawie obowiązują nieco inne standardy, w lesie nie musimy brylować codziennie w innej koszulce i 2 komplety odzieży rowerowej spokojnie nam wystarczą. Na koniec wspomnę o oczywistej sprawie - absolutnie niezbędna będzie nieprzemakalna kurtka. Latem wystarczy jakiś lekki model ale musimy liczyć się z faktem, że dłuższe opady mogą spowodować konieczność zmiany trasy albo nawet znacznego jej skrócenia.
Oczywiście noclegi w terenie nie są dla wszystkich i wymagają pewnych wyrzeczeń. Jeżeli zdecydujemy się na zaplanowane noclegi w agroturystykach czy hotelach to ilość niezbędnego bagażu znacznie spada, tak naprawdę wystarcza tylko trochę ciuchów. Rośnie również komfort bo ciepły prysznic po całym dniu w siodle jest boski a ciepłe śniadanie po które wystarczy zejść do jadalni jeszcze lepsze.

Jakie torby do bikepackingu?

Gdzie to wszystko zmieścić? Osobiście używam sprawdzonego zestawu sakw Topeak montowanego na rower bez dodatkowych bagażników. Pozwala to oszczędzić sporo masy, zapewnia lepszą aerodynamikę i zwiększa dzielność terenową gdyż podskakujące na bagażnikach klasyczne sakwy nie pozwalają na śmielsze zjazdy.
Może nie jest to wersja zapewniająca dostateczną ładowność na wyprawę dookoła świata ale w takowej nie miałem jeszcze przyjemności brać udziału

Jeżeli chodzi o szczegóły: z tyłu używam Topeak Backloader 15l, zapewniający dużą pojemność załadunkową (również na wierzchu znajduje się poręczna guma na lekkie drobiazgi), wysoką nieprzemakalność i komfort użytkowania dzięki dodatkowemu workowi wewnętrznemu z zaworem kompresyjnym dzięki któremu łatwo możemy wyjąć całość bagażu i znaleźć potrzebny sprzęt.
Tutaj wspomnę od razu, że ważne jest właściwe rozmieszczenie bagażu w sakwach tak aby najpotrzebniejsze rzeczy były łatwo dostępne (np. kurtka przeciwdeszczowa), lekkie i obszerne rzeczy znalazły się na kierownicy, ciężkie w sakwie w trójkącie ramy a największe (w moim przypadku z reguły namiot) z tyłu.
Pod ramą używam sakwy Topeak Midloader 6L, która idealnie pasuje do mojego gravela i zapewnia sporo miejsca na narzędzia, jedzenie i palnik. Wspomnę jeszcze że jej użycie zmusiło mnie do zmiany koszyków na bidony na model z bocznym załadunkiem gdyż klasyczna konstrukcja gdzie bidon wkładamy od góry była skutecznie przez sakwę blokowana.
Na kierownicę zakładam Frontloader 8l, która sprawuje się dobrze pod warunkiem że wsadzimy tam lekkie rzeczy. Niestety sakwy tego typu kolidują z przewodami hamulcowymi i linkami przerzutek, zdarzyło mi się nawet uszkodzić pancerz tylnej przerzutki (doszło do nadłamania w wyniku naporu sakwy), na szczęście wytrzymał do końca wyjazdu ale konieczna była jego wymiana.
Dlatego dobrze jest dokonać próbnego montażu a nawet krótkiej przejażdżki zanim ruszymy na właściwą trasę aby upewnić się nie nic nie obciera, nie stuka a bagaż który chcemy zabrać zmieści się do sakw.
Nie polecam natomiast ciężkiego plecaka, który znacznie obniża komfort jazdy na długich dystansach. Po kilku godzinach w siodle z takim dodatkowym obciążeniem zaczynają nas boleć ramiona, plecy i dłonie, o 4 literach i spoconych plecach nie wspominając. Moja pierwsza wyprawa z takim „garbem” którą odbyłem na klasycznym góralu do którego nie dało się zamocować bagażnika i sakw z powodu braku otworów montażowych zakończyła się poważną awarią odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Na szczęście w napotkanym po drodze ośrodku zdrowia udało się uzyskać poradę lekarską i receptę na środki przeciwzapalne i przeciwbólowe (to były stare dobre czasy i miły pan doktor) które literalnie uratowały całą wyprawę. W każdym razie nigdy więcej nie wypuściłem się w podróż z plecakiem większym niż 2L camelbak z minimalną przestrzenią załadunkową.
Na zakończenie dodam, że wszystkie te rozważania odnoszą się do podróży w mało zróżnicowanym wysokościowo terenie bądź po drogach utwardzonych w terenie górskim czyli tzw gravel bikepacking.

Bikepacking mtb

Jeżeli planujemy wyprawę terenową w prawdziwych górach trzeba podjąć bardziej radykalne środki gdyż każdy gram który musimy wepchnąć na szczyt dramatycznie zwiększa wysiłek potrzebny do jego pokonania. Dlatego konieczne będzie drastyczne zmniejszenie ilości bagażu oraz jego masy, łącznie z ocinaniem trzonka szczoteczki do zębów, zabrania lekkiego ręcznika z mikrofibry, wspomnianych tytanowych sztućców, jednych butów do chodzenia i jazdy itd. Opcja podróżowania pomiędzy schroniskami z minimalnym bagażem wydaje się również bardzo kusząca chociaż noclegu w standardzie tysiącgwiazdkowym czyli pod gołym niebem nie będzie. Ale to już opcja dla prawdziwych hardkorowców.
Kilka słów na koniec.
Niezależnie od stopnia zaawansowania kolarskiej pasji, praktycznie każdy może wybrać się na dłuższą wycieczkę. Czasem nawet 2-3 dniowy wyjazd podczas długiego weekendu potrafi całkowicie zmienić naszą optykę, zapewnić niezapomniane wrażenia i podnieść wiarę we własne możliwości. Gdy mamy cały dzień na jazdę pokonanie 100 km często okazuje się możliwe bez większego problemu.
Dlatego gorąco zachęcam do znalezienia swojego własnego patentu na bikepacking i ruszenie w teren, szerokości!

MC Freak Prolog

Siemanko.

 

Słowem wstępu, chciałbym Wszystkich Was przywitać i zaprosić do czytania i śledzenia felietonów o rowerach i wszystkim w koło nich się kręcącego.

Nie przedstawię się celowo, nie powiem czym się zajmuje, kim jestem lub kim byłem. Potraktujecie mnie jako jednego z Nas rowerzystów, z indywidualnym spojrzeniem na Nasz Świat.

Jeśli szukacie tu informacji, inspiracji i ciśnięcia kitu, że wszystko jest kolorowe jak przed wyborami to niestety nie tu i nie u mnie.

Przedstawię wam na mój sposób to jak co i z czym się je, co ja o tym myśle. Bez retuszu i bez koloryzowania, z dystansem i odrobina humoru.

Nie będziemy kolejnymi blogowymi infuencerami gdzie kody photoshopa wylewają się niczym hasła wściekłego tłumu na ulicy.

Koń jak wyglada każdy widzi, ale rower jaki jest nie każdy wie. No dobra wie, ale na swój sposób i tyle na ile go to interesuje.

Ja postaram się Wam przybliżyć świat dwóch kółek, żebyście upalali się nim niczym wyluzowany ziomek w jednej z bram w centrum miasta przed impreza.

Nie zgodzę się z Franzem i uważam, że na naszym podwórku chłopakom brakuje trochę luzu i ruszają się jak żelbetonowy kloc, dlatego właśnie my się trochę pogibamy.

Teraz siadamy wygodnie, ściągamy buty, łyk tego co mamy pod ręka i lecimy.